"Obiecaj mi, że w tym roku będziesz się uczył, że nie popadniesz w konflikt z nauczycielem, że będziesz siedział cicho i nie dostaniesz uwagi." "Obiecaj, że już się nie potniesz, nie napijesz, nie zapalisz…"
Czasami jako rodzice staramy się zaklinać rzeczywistość. Oczywiście chcemy dobrze, w naszym mniemaniu to wyraz troski, sposób na to, by zapobiec ewentualnym kłopotom i próba ochronienia własnego dziecka.
Z drugiej strony czy formuła „obiecaj mi” nie staje się narzędziem kontroli? To trochę tak jak byśmy chcieli powiedzieć:
„masz sobie z tym jakoś poradzić i nie chcę słyszeć, że problem trwa nadal”.
Nawet jeśli nastolatek złoży obietnicę, bo oczywiście chce zadowolić swoich rodziców to i tak wewnętrznie czuje, że będzie ciężko. Wielu sytuacji, a także swoich reakcji nie jest w stanie przewidzieć. Teraz wie, że został z tym sam. Nie podzieli się swoim trudem, by nie usłyszeć „przecież obiecałeś”.
A gdyby tak zapewnić, że jesteśmy, że mamy czas, że jesteśmy gotowi przyjąć jego prawdę, każdą prawdę, nawet tę najtrudniejszą. Że poszukamy wspólnie rozwiązań, że będziemy towarzyszyć mu w tej trudnej drodze stawania się dorosłym człowiekiem…